Archive for listopad, 2007

Nie Mam Tego

listopad 29, 2007

“(…)Czy gwiazdy świeca po to, żeby każdy mógł znaleźć swoją ?” Odpowiadam, ze tak.

Jak wczoraj byla martwa sroda w pracy to dzis, bylo jeszcze gorzej. Normalnie nic sie nie dzialo…W domu to jak zawsze czas zlecial szybko, krotka drzemka przed wyjsciem w teren. Dzis bylem na herbatce u E. (w koncu sie zmobilizowala i mnie zaprosila) przy okazji oddalem zalegle rzeczy. Trzeba pochwalic, ze pomimo zapachu jaki ulatniach sie ze szklanki to hebratka byl w smaku wrecz wyborna (musze sie znowu wprosic). No i tak zlecialo, w sumie to nie wiem nawet kiedy ponad 2.5h…a jeszcze musialem udac sie do brata. Kurcze, nawet nie wiem gdzie u nas jest ulica Reymonta. Jakis kierowa sie o to mnie pytal jak zblizalem sie do domu brat. Dostalem dwa dyski skazi (nie wiem jak to sie pisze), oraz maszynke, zeby ogolic Berka. Juz zbliza sie weekend, tak jeszcze jutro po pracy na wyklady i po 20:00 mozna cieszyc sie z kolejnych wolnych dni…a w sobote bedzie grubo…co na dzis ? Kawalek z bardzo przezemnie oczekiwanej plyty od EMC, a mianowicie ‘What it stand for’ czekam na album…oraz jak zawsze na lepsze jutro…Like…

…act like they don’t know…

listopad 28, 2007

Martwa sroda w pracy (zreszta jak co srode). W koncu zalatwilismy te papiery dla mnie w ZUS’ie (panstwo w panstwie). Powiedzieli, ze reszta ma przyjsc poczta na moj adres domowy, teraz pytanie jak dlugo bede na to czekal…szkoda slow. W szkole na wykladach myslalem, ze normalnie usne, na mgk jeszcze bylo dobrze…znow podnosze moje skille w tworczym tworzeniu czegos z niczego (kadry). A dostalem indeks z wpisamy za tamten semestr (zajarzyli pewnie, ze zblizaja sie egzaminy). Dobre wpisy jedna ocena ponizej sredniej (prawie 5.0)…Natomiast na sosk, byla gadka co nas czeka na koncowym egzaminie (tym panstwowym), potem gadka o zaliczeniu tego przedmiotu (niby jakis referat ma mi dac pelne zaliczenie, ciekawe). Dalej zadawal jakies lakoniczne pytania no i musialem na to odpowiadac (chyba jako jedyny wiedzialem, o co chodzi)…Szybko nas ‘uwolnil’ z wykladu, wiec o dziwo szybko znalazlem sie w domu…cos jakos kolo 18:30…ogarnalem sie i ustawilem z chlopakami, u Beera (znow moj portfel troche stracil na wadze)…ogolnie, to zima jakos chce na dluzej u nas zagosic, zimno, mrozno, gdzie niegdzie szklanki…dobrze, ze refleks jeszcze jest o dziwo poprawny…no i te gwiezdziste niebo…ostatnio odswiezalem swoje ulubione kawalki no i natrafilem na ‘KRS-One-MC’s Act Like They Don’t Know’ moj faworyt jesli chodzi o kawalki od Blasmaster’a, no i bit od DJ Premier…like it…dodajac do tego moja ciagla zajawke na Eibol wychodzi niezle kombo.

Like…

listopad 27, 2007

Cos mnie napedza caly czas, ale jeszcze nie wie co. W pracy, znow mega polewka z hasla ‘warziwo’, nie no nokaut. Nawet montaz poszedl szybko (tak mi sie wydawalo), a skilluje sie w tym coraz bardziej…a jeszcze dzisiaj odsniezalem kupe sniego przed studiem, prawie gubiac swoje zeby na posadce przed drzwiami…a tam mamy zime (chyba). Ogolnie zajawka na biel w terenie, ale jak mam wchodzic na dach to jakos mi sie to nie widzi. Wiem, wiem, ze trzeba, bo ludzie nas zlinczuja…dam rade. W domu robilem jakies testy geograficzne, (w necie, ofc) cos tam jeszcze pamietam (ale przypominam, ze nie pisalem matury z tego przedmiotu). NSS3 znow mnie wciagnelo, niby prosta gra, ale zajawka na calego…w koncu Crew sie ogarnelo, zeby zrobic prezent dla Czarnej, ale jedna fotka na ktorej sie znalazlem, to istny kabaret (mow mi Pan Ziemniak)…czasem zachowywalismy sie jak dzieci…kupa smiegu i napieprzalismy sie sniezkami, Dzid okladal sie z najebanym Papugiem…istny hardcore…ogarniam sie pomyslami na weekend…bedzie grubo (propsy dla Dyna)…dzisiaj kawalek, ktory mnie napedza ‘Mood - Karma’ oraz, aby jutro bylo znow lepsze od dzisiaj…Like…

Isc dalej wyznaczona droga

listopad 26, 2007

Jak ja nie lubie poniedzialkow dopoki nie wstane z lozka…potem to juz samo leci. Praca, chyba lepszego startu nie moglem sobie wyobrazic…mega sily mnie dzis nawiedzaly plus kozacki humor. Pawel z ktorym mam zaszczyt pracowac wie o czym mowie (mina ala Jacek Gmoch)…Dom, tutaj czuje sie najlepiej. To moja mala ‘Mekka, niczego sie tutaj nie boje. Rozmowa z Bnn, ona chyba ciagle tego potrzebuje, ale wierze, ze i jej sie ulozy i bedzie dobrze. A w niedziele jade z Dyna do tej panny na herbatke, a wczesniej moze uda mi sie przenocowac DeDua w komplecie. Za oknem zrobilo sie ciemno no i odezwala sie Ejś, ze znalazle te 15 minut dla mnie. Udalem sie z nia na spacer, od razu dostala swoje ‘15 Minut’ (zadwolona jak nigdy). Rozmowa ogolnie skupila sie na jej pasji (tej, ktora we mnie wygasla…)…a jeszcze przypomnialo mi sie, ze trzeba Czarnej kupic prezent na 18-tke, co za tydzien, ale lubie jak jest duzo roboty…No i Bnn mnie pogania, ze dzisiaj jeszcze nie bylo notki. A do Ciebie, Bnn wiesz, ze bedzie dobrze, bo tak musi poprostu byc, zycie nasz doswiadcza na kazdym kroku, abysmy stali sie silniejsi…a dzisiaj kawalek z dedykacja dla wlasnie Bnn… ‘Blue Scholars - Back Home’. No i wiadomo, zeby jutro bylo lepsze od dzisiaj…

Zmiany

listopad 25, 2007

Niedziela, jak ja uwielbiam nierobstwo i brak pomyslow w ten dzien (chyba jak kazdy). Zero oryginalnosc u mnie w kazdym takim dniu zwanym ‘niedziela’. Co rano to samo, az do obiadu, potem troche innowacji…Dzisiaj na przyklad nie spodziewanie wpadl Dyna, czym mnie zaskoczyl. Wpadl nie dlugo po nim Papug i pojechalismy do Beera, zabierajac po drodze Dzidkowskiego. Tam zajadajac sie ciastem ogladalismy stare fotki i wspominalismy impreze urodzinowa od Heta i Dzidkowskiego (wiesz co mam na mysli Dzid). Ogolnie czas chyba stanal tam w miejscu, bo po godzinie zwinelismy sie myslac, ze siedzilismy tam grubo cos ponad 3h. Dyna udal sie do Siebie, a my powolnymi krokami skierowalismy sie na gore. Zlapala mnie jakas chandra i rozkmina…A juz w domu odbylem rozmowe z osoba, z ktora nie chcialem stracic kontaktu. Uogolniajac to moje zycie od ostatniego czwartku uleglo drastycznej zmianie, ale jeszcze nie wiem czy to wyjdzie mi na dobre czy na zle…Od jutra zaczyna sie wszystko od nowa. Nowy tydzien, nowe wyzwania, nowe mozliwosci…tak, tak, a u mnie to samo praca+wyklady+miliony rozkmin+zajawka na rapsy (jeden plus)…a na dzisiaj moj faworyt z Bostonu, ‘Ed O.G. & Da Bulldogs - I Got To Have It’ no i znowu propsy dla Rzemyka, ze naciskal, abym go ogarnal…nie zaluje.

Czujac oddech

listopad 24, 2007

Pobudka 7:00 rano, dlaczego? No tak dzis jechalem rano na wyklady (w sobote), wraz z Dyna. Tylko nas dwoch zagoscilo na zajeciach. Ale ogolnie dobrze, ze pojechalismy, udalo ma sie postawic serwer Linux na wykladach. Kolo godziny 11:00 juz nas wyrzucano, ze szkoly, ze niby koniec zajec. Nam to na reke w sumie bylo. Potem w domu walka z samym soba, aby nie zasnac. Ogarniecie domu, gadka z ludzmi, no i ustawka na dzisiaj. A jeszcze Ejś miala wpasc o planowanej godzinie po dres (ogolna zajarka dziewczyny, bo jedzie na pierwsze zawody halowe w pilke nozna, ogolnie to sie nie dziwie). Ona ma taki sam margines spozniania jak Belmondo (trafna riposta). Dostala dres, banan od ucha do ucha, a ja udalem sie z Papugiem do Atomica. Tam narzarlem sie salatki i uderzylisym do Majzelowa. Gdzie dolaczyla reszta Crew, tam milo spedzilisym razem czasem…krecac jakis nowy filmik przy tym (zajawka jak nigdy)…jestem bardzo zmeczony tym dniem, zaraz zmozy mnie zapewne sen, ale przed tym jeszcze ‘Keep Pace’, tak Mr. J. Medeiros wydal naprawde swietna solowa plyte, polecam tym, ktorzy jej jeszcze nie ogarneli.

Poczatek…

listopad 23, 2007

Piatek czyli poczatek weekendu. W pracy bez stresu o dziwo, choc nie spozyty czas przegadalem z Szfem, wykonujac przy tym milion innych czynnosci (skills?). Nastepnie dom, obiad, no i wyjazd na mecz (tym razem jako kibic). Nie znam sie na pilce recznej, ale jak ktos zaprasza na mecz to nie wypada odmowic (i tak duzo razy odmawialem). Wraz z Dyna pojechalismy, no i oczywscie Bnn byla bardzo milo zaskoczona nasza obecnoscia…wlasnie o to mi chodziolo…po pierwszej polowie zmylismy sie na wyklady. A tam druty, zenada, nic sie nie dzialo, a co najlepsze okazalo sie, ze jutro (czyt. sobota), mamy przyjechac na 8:00 na wyklady. Tak tylko nas dwoch, wg. mnie to jest jakas paranoja, ale co zrobic? Po powrocie z wykladow, ogarnalem moje miasto wraz z Papugiem, Hetem oraz Duchem, potem dolaczyl Majzelof. Wyladowalismy w Blusie, tam posiedzilismy jakas godzine i udalismy sie do domow. Majzelof mial kupe robotyo do ogarniecie tego wioczoru, a ja musialem sie wyspac przed ranem…no i tak siedze przed wordpress.com i tak dlubie…na dzis, reasumujac caly dzien oraz tydzien ‘Get Stupid (Remix)’ oby sobota minela bez stresow.

Cizeko oddycham

listopad 22, 2007

Czwartek. No tak praca, nic nadzwyczajnego sie nie dzialo, ale znow cos jest na przekur nam. Szybko ten czas minal ogolnie. Potem w domu, obiad, drzemka, no i mialem isc na herbatke. Lecz niestety te plany spelzly na niczym. Ofc, to niczyja wina, wiadomo oceny w szkole sredniej to podstawa. Jakos to sobie odbijemy z Bnn. Ale od czego sie ma Crew. Wiec Dzidkowski zaprosil mnie do siebie, potem dolaczyl Hetman i gralismy troche w Fifa ‘08. Ogolnie to sredni byl moj wystep dwie porazki oraz dwie wygrane, czyli 50% skutecznosci (moze to przez ten stan ‘przedgrypowy’). No wlasnie, z moim zdrowiem coraz gorzej. Juz czuje jak moja glowa staje sie coraz to ciezsza, a jutro tyle rzeczy mnie czeka…coz na oslode pozostaje ‘The Choice Is Yours’ z ogolna zajawka na “Czarne Owce”.

Hydrogen Iodine Phos Hydrogen Oxygen Phosphorus

listopad 21, 2007

“Try counting sheep: one sheep, two sheep, three sheep, black sheep…”
Mija kolejny dzien tygodnia, tym razem sroda. W pracy dowiedzialem sie, ze mam isc na instalacje do pewnej pani (gdzie nikt nie chcial isc), musialem to jakos przebolec no i zrobic swoje. Potem jakos, znowu natloch w pracy od ludzi (pewnie to przez to, ze byl Szef u nas). Totalny nalot istny sajgon. Z pracy od razu pojechalem na wyklady z Dyna, ale okazalo sie to niepotrzebne, gdyz odwolali nam zajecia. Super, mega, happy wrocilem do domu…nabazgralem ‘osemke’ do ‘mbII’ i podalem dalej…ogarnalem film na googlach (ponad 2h), ale nic nowego sie nie dowiedzialem…zalapalem pewna zajawke, zwiazana z tym trackiem ‘Hip Hop Lives’ oraz do pierwszych kawalkow z ktorymi mialem stycznosc ‘Slam Harder’…dzisaj zajawka na ‘Czarne Owce’…oraz ‘Her Infinate Power Helping Opressed People’…

Dzien treningow

listopad 20, 2007

W pracy zajawka. Ciagle cos sie dzialo plus ‘delegacja’, a potem luz juz w domu. Ogolnie udany dzien w miejscu, gdzie zarabiam pierwsze pieniadze (jak to mozna nazwac kasa, ale lepiej miec, niz nie miec). Ciagla zajarka na Eibol, a dzis dorwalem album Neanderthal Youth - Neanderthal Youth Unearthed The Early Days, gdzie sie udzial ow RAPER. Ogarnalem ten album, ale ciagle mi malo…drzemka…potem Dyna wpadl i pojechalismy na ‘trening’, zagralismy chyba z trzy razy, nasz material…dosc tak zywo, choc z moim zatkanym nosem i uchem bylo dosc smiesznie…ogolna ocena tego co tam sie dzieje, jest mizerna…wiem, wiem, ze ja mam ‘kosmiczne’ wymagania i to moja wina, ale co zrobic jak ja taki jestem…perfindy ‘ts’…na dzisiaj niech sobie leci Mr. J. Medeiros ‘Constance’ mocny kawalek, taki jak lubie…oraz oby jutrzejszy dzien byl lepszy od swojego poprzednika.