Archive for styczeń, 2008

Zielone orbitki

styczeń 31, 2008

Ludzi to czasem ponosi wyobraznia…jak dla mnie to ‘zenada’ (Arek, Twoj wyraz)…te wodze fantazji popuszczaja calkowicie, a wtedy jest problem…ale nie bede sie w to wdrazal, gdyz ukulismy dzis to co zalozylismy…jak tak dalej pojdzie to moje plany zrealizuja sie w 100%, ale tak na sto procent…wrzucam dzis cos nowego do plejlisty, bo sie robia zaleglosci, a natomiast to co slucham jest mega genialne i trudno sie od tego oderwac…wiecej takich produkcji…a teraz paradoks ostatnio czytam wiele przeroznych ksiazek…sam sie dziwie, ale jakos mnie to jara i przy okazji wciagna…a najlepsza muzyka do tego jest finski folklor…a najlepsza muzyka na dzisiaj jest kawalek od Beastie Boys ‘Root Down’ lubie do tego wracac…Like It.

Zmienia sie na lepsze, przechadzac najgorsze chwile w zyciu.
No i tak jakos ogarnia go.

Caly czas w trasie

styczeń 30, 2008

Caly czas w trasie dzis jestem, nie wspominajac ze pisze to siedzac u Banana…naprawiam kompa czyli pelen luz i spontan…dzis w szkole wielka sciema na wykladach, zmylem sie z Dyna jakos po nie calych 2h…wiec jak sie nadarza okazja to kminimy cos ukuc…no i sie udalo, jestem mega zadowolony z tej dzisiaj opcji…a jutro Dzidek ma wpasc cos ukuc…
Wybaczcie, ale dzisiaj bez jutubowych linkow, bo nie chce mi sie grzebac…Like It.

 A jaki on byl najpierw?
Nikt nie wie, bo nikt go nie pamieta…

Stanowczo za niskie sufity…

styczeń 29, 2008

Ale dzis przygrzalem w pracy glowa w sufit bedac w piwnicy…o masakara, z takim powerem walnalem, ze sie zlozylem w kulke z bolu…lekko podwyzszone cisnienie, puls troche wyzszy…ale najwazniejsze, ze zyje…no i do tego mam mega guza i slad po rozcieciu glowy…w ciagu nie calego pol roku dwa urazy z glowa…poprostu swietnie…reszte dnia spedzilem w Krapkowicach w sklepie wedkarskim, robiac tam cos na laptopie…zasiedzialem sie do 20:00, potem do brata i do domu…jeszcze trzeba ‘Dextera’ obejrzec do konca…kiedy?… troche wiecej luzu, jak to ‘mnie buja’ tak ostro…Like It.

Poszedl po rozum do glowy.
Stal sie innym czlowiekiem, nie lubianym przez ludzi.

Poczuj…

styczeń 28, 2008

I tak nastal nowy tydzien…mam juz go dosc, bo brak w nim wytchnienia…budzac sie, tysiac mysli rano i tak sie ciagnie przez caly dzien…zrobilbym cos wartosciowego, ale nie mam jak…brak mozliwosci na spelnienie moich pomyslow, a przy okazji znow mnie cos napedza…albo chociaz chce, zeby mnie to napedzalo…bo tak inaczej, a za pare dni pierwsza wyplata w tym roku…moze nie jakis tam mega sos, ale wiadomo lepiej miec niz nie miec wcale…wlasnie cos mnie natchnelo w tym momencie, poukladalem sobie pewne sprawy, ktore wplywaja na moje zycie i jakos to sie uklada w logiczna calosc…juto troche luzu, ale piszac luz nie mam na mysli totalnego nierobstwa i obijania sie…moze uda mi sie troche odetchnac…zeby tak moc wyjsc na prosta, zostawic wszystkie problemy i troski, aby kazdy dzien byl szczesliwy i spedzony w milej atmosferze (chyba wymagam za duzo, ale wiem, ze warto wymagac a juz najbardziej od samego Siebie)…na koniec dnia cos lekkiego tak, zeby odetchnac i poczuc to cos…Like It.

“Poczuj ta pikawe serca jaka przezywam, adrenalina gra tutaj pierwszoplanowa role” - powiedzial.

A marzenia go zabily.

Pol czasu…

styczeń 27, 2008

Zdecydowanie za dlugo dzis siedzialem w domu, szajba mi odbijala juz dosc tak ostro…za to w koncu pogadalem sobie z Bartkiem…no on to juz prawie hiszpan jest…mega zajawkowe fotki plus te imprezy, ktore ma na studiach w espania…chyba bylem bardziej zajarany tym co opowiadal, niz tym, ze gadalem z nim od niepamietnych czasow…przy okazji dowiedzialem, sie ze zna Pana Dinala…jaki ten swiat maly…Milan wygrywa, Pato strzela dwie bramki…ciesze sie…jutro znow zaczynam maraton…praca-szkola (te debilne wyklady z ‘ZSP’ aka ‘PO’)…ile bym daly, zeby znow moc wrocic do liceum…masa ludzi sie wykruszyla juz z miasta stypy…pozostali tylko niedobitki w mojej osobie…w oczekiwaniu na album ‘EMC’ w sumie to nie wiem czy juz tego tu nie bylo, ale co tam…Like It.

O(w)pole, czyli “W miescie, ktore mnie urodzilo z…”

styczeń 26, 2008

W miescie, ktore mnie urodzilo z…czas mega dobrze spedzony i jeszcze lepiej spozytkowany…dzieki Oldza, ze moglismy sie dzis spotkac, oraz razem spedzic czas…od kina, po goraca czekolade (mila atmosfere) i dlugi spacer (poniekad pare razy nie wiedzac, gdzie bylismy), ktory bardzo mi sie podobal (plus te rozmowy)…czekam na replay w najlepszym wydaniu…a wracalem z…Dzidkiem…’no offence’…spedzajac reszte czasu w miescie, ktore mnie wychowalo, dobija mnie jego ogromna schematycznosc…zero oryginalnosci i urozmaicen…te miasto idzie w zla strone…tak moja osoba poczula cos nowego i zal jej bylo wracac na stare smieci…taka natura, ze trzeba sie wyszalec…tylko gdzie…no i mam jedna schematyczna “rzecz” (Dzidek wie o czym mowie) trzeba nad tym popracowac…a czuje sie mniej wiecej tak lapiecie?…Like It.

“Czemu jestes taki dobry?” - zapytala.

Dobry czlowiek, z kompleksami zla.

Wreszcie Oddycham…

styczeń 25, 2008

Ludzie kiedy w koncu zaczniecie mnie traktowac powaznie? chyba nigdy (’awykonalne’) ? slucham MF Doom, zatapiam sie w jego geniuszu…to jest taka esencja, ktora pochlaniam w hetolitrach…kupie sobie taka maske i bede zly jak Dr. Doom…(w tym miejscu pozdrawiam Mala-Hejterke, Ty sie chyba nigdy nie zmienisz w podejsciu do jednej rzeczy)…no i tak zycie dalej sie toczy po elipsie…ciagle wykonujac te same ruchy (praca, o ktorej nie wspominalem, bo nie bylo o czym…teraz sie zacznie)…postanowienia zawarte wraz z pierwszym stycznia, sa po malu wykonywane (szkola, przez te upaly…a zreszta)…dwa i pol miliona pomyslow, z ktory uda mi sie zrealizowac jakies 0,0001%…(znajomi, przyjaciele…ktorych mam, a ktorzy sa tylko, gdy mnie potrzebuja…)…zenada, ktora towarzyszy mi kazdego dnia…(potrafie wkrecic sobie niewiarygodne pierdoly)…ogarniam dobry humor wraz z Miziem, Duchem i Kurylem…(’apoligamia’ nadal trwa, czuje sie wysmienicie…) oddaje coraz wiecej, tylko po co i dlaczego…(robie sie podatny na hajs [zenada], ale to rzadzi swiatem..) siedze czesto w domu, tak jak teraz i wklepuje te mase bezsensownych czasem slow…(robie wrecz to idealnie…)…bez linkowo dzis, wieksza kontemplacja…Like It.

Hoe Cakes…

styczeń 24, 2008

Ludzie to chyba maja ciagle jakies problemy, najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, ze niektore sprawy tycza sie mojej osoby, a ja nie wiem o co chodzi…(zenada) [jak dla mnie]…takie milczenie co po niektorych nic dobrego nie wrozy, ale ja juz sie nie bede wpieprzal nikomu…to tyle ode mnie jesli chodzi o moje przemyslenia…Dzidek szykuj sie na ostro jazde przez caly luty, ten chory psychicznie DD kombinuje niezle szalenstwo…odbija mu juz ostro…mam plan, mam wizje, mam cel, mam pomysly, nie mam wykonczenia tego wszystkiego…zenada…macie cos dobrego ‘Hoe Cakes’ smacznego…Like It.

W parku bez “i-kiel”…

styczeń 23, 2008

Tak wlasnie sobie sprawdzam nowy albym od Jimsona…jestem ciekaw calej tej jego produkcji, jak po 7 trackach nie jest zle…zobaczymy jak bedzie po przesluchaniu calego albumu…troche ludzi czekalo na ten krazek…niektorzy to terroryzowali domawa strone tej produkcji…ciekawi patent tam zagoscil, zobaczymy jak tam forma sie prezentuje w 2008…cos ostatnio jestem daleko do swiata “zza witryn”, moj umysl lezy calkiem gdzie indziej…chyba juz troche tym wkurzam ludzi…ale to nie moja wina, ze tak to mnie wciaga (pasja?)…mam mase pomyslow, ciekawe jaki procent z nich realizuje? stawiam, ze pewnie jakies pare procent, ale przy polowie bede sie jaral…ide dalej sluchac plyty…Like It.

Tak Mnie Naszlo Jakos

styczeń 22, 2008

Siedze sobie w pracy i patrze za drzwi jak tam ‘ladnie’ deszcze leje…zenada, juz mi sie spac chce na sama mysli…ale ta pogoda mnie normalnie wk*rza…caly czas mi krzyzuje plany…zapamietac musze, abym podlaczyc dzis moja ‘noje’ karte dzwiekowa…

Dobra, zrobione wszystko ladnie dziala, teraz wiem, ze to ma ‘dusze’ dokladnie tak…Like It.