Ostatni dzien marca i pierwszy dzien tygodnia.
marzec 31, 2008W pracy ostre bum, walka o sos z UE…kupe pracy, ktora zostala jeszcze na jutro…bo niby modernizacja plus jakas tam jeszcze opcja, plus ze niby to juz na wszystko ma byc i tak ciagle, ciagle…masakra…tego tyle jest no i pewnie bedzie jeszcze mase poprawek, bo biorac pod uwaga ekipe z Wro, ktora pewnie cos spiep*zyla tak jak ostatnio (paradoksalnie rowny rok temu)…ponoc jaki pierwszy dzien tygodnia taki potem caly on ma byc…w sumie dobrze…jak jest kupe pracy to czas mega szybko leci…bez zamulania i nudy…a przesylka dotarla ultra szybko…propsy…a i ostatni dzien miesiaca oznacza, ze mam juz sos…teraz uregulowac zaleglosci (podatki+szkola+reszta dlugow=mam zero hajsu na reszte miesiaca) czyli jak zawsze…Like It.
Cel: Trzeba to do konca roku kupic…sfinalizowac.
Dzis byla dobra pogoda na jakis fristajl miting…ale nie bylo chetnych.
Piekno samo w sobie…maska