Zadowolony z dnia…najpierw praca (zlecialo)…a nastepnie wpadl Grzes na herbate, pogadac i zwerbowac mnie na road trip…gdyby tylko nie felerna koncowka trasy, uznalbym ze wszystko sie udalo…Grzes dopiales swojego…jeszcze raz gratulacje…teraz chyba pora na mnie…zobaczymy co tam los szykuje dla mnie…moze trzeba bedzie go troche wspomoc…potem wpadla Ajs, pogadac…po czym ona na salatki, a ja biegac…dzis sam, mimo wiekszych zakwasow (a czy ja gdzies mowilem, ze nie lubie biegac? komu tak powiedzialem?)…duzo lepiej u mnie z organizacja…Like It.
Plus 3km…
+ banany…
+ Reflection Eternal
lipiec 9, 2008 o 1:36 pm |
Mi mówiłeś że nie lubisz. Ale ok.
lipiec 9, 2008 o 2:52 pm |
A kiedy tam mowile Sama.’ ? Wez mi przypomnij mniejsce i czas…
lipiec 9, 2008 o 3:53 pm |
… widze pozytyw … cieszy mnie to … też bym musiał pobiegac .. ale z takim brzuchem ciężko …