Po swietach, ktore jak co roku sa inne…coraz bardziej dziwne…nie moge sie jakos naladowac pozytywnie…jak juz sie prawie udaje, to cos mi to ‘cos’ znow zabiera…ide droga, na ktorej coraz czesciej sie zatrzymuje i zastanawiam sie czy dobry obralem kierunek…na tej drodze od dluzszego czasu jestem sam…kiedys jeszcze szedlem za reke…jak by to bylo wczoraj…a dzis juz sam…a co przyniesie jutro?…reasumujec to czuje sie tak, jak by mi ktos moje witalne sily ciagle absorbowal…Semtex…Like It.
…dzis sam…
…dziwny poniedzialek…