Archive for the ‘Blog’ Category

No to troche mamy…

lipiec 16, 2008

Normalnie mam tyle na glowie, ze sam jestem w szoku…ze jeszcze to wszystko ogarniam…organizacja idzie narazie w dobra strone…oby to tylko wypalilo…dzis opcja fristajl mitting…dobrze, ale moze byc zawsze lepiej…Like It.

Bez 3 km…
+ Stakes is High…

Zakrecone dni…

lipiec 15, 2008

Weekend…poniedzialek i udana imprez urodzinowa…thx SnK…wielki big up…okazalo sie, ze Otmet ma paru dobrych zawodnikow, mam na mysli opcje fristajl open air…Roł Mi Joł, Riczi, Kurył…sama smietanka…
Jeszcze tyle spraw do pozalatwiania…ale za to w weekend odpoczne…Turawa…lubie to robic…Like It.

Po pierwsze - dopialem swojego,
Po drugia - organizacja,
Po trzecie - jutro biegam(y),
Po czwarte - konczymy Jointy…

Moze sie uda…

lipiec 13, 2008

W sumie sporo rozkminy na pewna imprez u nas w miescie…jak szczescie pomoze to w sierpniu wszystko sie zrealizuje…dobry dialog…Like It.

Nawijali o podwojnych…
Dobra opcja…bidet…

Czasem nie rozumiem…

lipiec 12, 2008

Taka prawda czasem nie rozumiem…dzis kombinacje Krapkowicko-Raciborska przyniosła wiele ciekawych aspektow…od Basiaka po Maćke i totalna destrukcje w swietowaniu zdania przez Mizia w koncu prawa jazdy (do czterech razy sztuka sie mowi)…w bieganiu dzis przerwa, ktora potrwa do niedzieli…ogaraniamy material…Like It.

Plus…
Mam swoje ambicje…
Bo i tak nikt tego nie zrozumie…
Oni sa zajarani, ze beda wypisani…
Ona jara sie tym jointem…

Ogolno-tematycznie…

lipiec 10, 2008

Wlasnie w pracy czulem sie dzisiaj jak embrion…jakis zmeczony wrocilem i od razu poszedlem spac…tak spalem ponad 2h…odprezylem sie przy PES 08…potem poszedlem biegac z Dzidkiem…3 km w czasie, krotszym niz 15 minut…teraz dwa dni przerwy, bo organizm za bardzo to odczuwa juz…przerwa…mam nadzieje, ze bede wytrwaly…a polecam jedna strone Like It.

Plus 3 km…
+ “When Life Gives You Lemons, You Paint That Shit Gold”
+ ambicje…

Bieg, bieg…biegiem…

lipiec 9, 2008

Meczacy dzien…ale wszystko pozalatwiane…jeszcze dwa dni i weekend…a i dzisiaj Dzidek zdal prawko…gratuluje jeszcze raz…potem oblewalismy to u Mizia (ja tylko wode niegazowana)…nastepnie juz rytualnie tym razem nie sam, a z Miziakiem pobieglismy w trase…jutro juz w trzech biegniemy…Like It.

Plus kolejne 3 km dobrym tempem…
+ duzo bialka
+ Train Of Thought
+ Memories Live (ten genialny sampel “Bringin’ back sweet memories”)…

A kilometry sie sumuja…

lipiec 8, 2008

Zadowolony z dnia…najpierw praca (zlecialo)…a nastepnie wpadl Grzes na herbate, pogadac i zwerbowac mnie na road trip…gdyby tylko nie felerna koncowka trasy, uznalbym ze wszystko sie udalo…Grzes dopiales swojego…jeszcze raz gratulacje…teraz chyba pora na mnie…zobaczymy co tam los szykuje dla mnie…moze trzeba bedzie go troche wspomoc…potem wpadla Ajs, pogadac…po czym ona na salatki, a ja biegac…dzis sam, mimo wiekszych zakwasow (a czy ja gdzies mowilem, ze nie lubie biegac? komu tak powiedzialem?)…duzo lepiej u mnie z organizacja…Like It.

Plus 3km…
+ banany…
+ Reflection Eternal

Kolejne kilometry w nogach…

lipiec 7, 2008

Ten tydzien zaczal sie bardzo pracowicie…juz w samej pracy ostry zapieprz na calym gwizdku…potem sennosc w domu przy Ave.To…nastepnie przebieglem te moje 3 km, wraz z Dzidkiem…szybko zlecialy, ale czuc ten dystans w nogach…jutro mam nadzieje, ze wybiegniemy w trzy osobowym skladzie…Like It.

Sam(a) ?

Imprezka old school i b-boy’s…

lipiec 6, 2008

Piatek to kolejna imprezka, tym razem w stylu old school, choc nawet zachaczylismy o prehistorie, ale to juz ewenement…najlepsi b-boye, najlepszy punkowiec, najlepsi hipisi i duzo, duzo wiecej…bylo nas duzo, w sumie mega impreza…jeszcze raz dzieki Dzidek…mam nadzieje, ze znowu powtorzymy to w tym samym skladzie, lub nawet i wiekszym…a i jeszcze pozdro dla Wilka, ktora ogarnela te kilometry, aby do nas zagoscic…w sobote cwiczylem jak na b-boy’a (no i co, ze przebieranego) stujke na rekach nad kiblem…potem duzo wody przez ten dzien wlewalem w siebie…coz sobotni wieczor skonczyl sie zamulactwem w domu, bo reszta albo w pracy lub po za zasiegiem…natomiast dzisiejszy dzien przywitalem w optymalnym humorze, razem z Dzidkiem u Mizia przy yerba…a Dzid przy bro…potem seans serialowy…dolaczyla do nas Bogucha…na sam koniec dnia bieg w towarzystwie Dubmasakratora…zrobilismy cos miedzy 2.5 - 3 km…spojrzenie na Mizia (kiwa, glowa ze “tak”)…no i dzieki Mizio za ten przebiegniety dystans…jutro powtorka (kto sie jeszcze pisze ?)…dbamy o siebie…Like It.

Ciekawosc…dobra czy zla cecha ?

Bo wzielo mnie na…

lipiec 2, 2008

Nigdy bym sie nie spodziewal, ze cos mnie ruszy…wzielo mnie na mega sentymenty z przed paru lat…zenada…jaka perfidna zenada…coz wiem tylko tyle, ze tego sie juz nie da naprawic, za duzo zlecialo czasu…za duzo, doslownie za duzo…ja wiem co jest moim najwiekszym wrogiem…te sentymenty…jak lapie je w takich chwilach, czy momentach…a bo raz, ze “Czas zapierdala jak nawijał Lee Majors”…a dwa, ze mam dosc…szkoda mi jej i mnie czasem tez…coz nie bylo pisane…szkoda, ale coz…Like It.

Widzieli sie dzis, ale zadne nie potrafilo spojrzec w oczy i wypowiedziec nic sensownego…omijali sie wzrokiem.